W wózku czy w chuście? - Benc.pl

W wózku czy w chuście?

Kategoria: Niemowlę, Pielęgnacja i zdrowie Dodano: 28.7.2009 (10:32)

Autor: zobacz wszystkie artykuły autora

Wózek czy husta

Współczesna mama ma nie lada kłopot, kiedy przychodzi jej wybrać środek transportu dla maleństwa. Już sam wybór wózków przyprawia o zawrót głowy... wielofunkcyjny, trójkołowy, z amortyzacją, gondola, z ręcznym hamulcem lub nożnym, z wpinanym fotelikiem samochodowym... Można by pomyśleć, że sam Robert Kubica nie powstydziłby się takiego pojazdu. Od paru lat powraca też do łask bardziej tradycyjny sposób przemieszczania się z dzieckiem - w chuście lub w miękkim nosidle. Maluszek jest mocno przytulony do mamy i owinięty ściśle materiałem. Na co się zdecydować, jakie są plusy i minusy wózków i chust - opowiadają doświadczone mamy.

Zaprzyjaźniliśmy się tylko z wózkiem

Opowiada Joanna, mama czternastomiesięcznego Franka: „Jeszcze będąc w ciąży i przeglądając czasopisma o dzieciach, byłam pewna, że chusta będzie moją najlepszą przyjaciółką. Udało mi się kupić chustę-kieszonkę, z jednego kawałka materiału, bez żadnych dodatków. Czekała wyprana i wyprasowana na nasze maleństwo. Kiedy jednak Franek już się urodził, okazało się, że wcale nie jest takim maleństwem. Miał 60cm długości i ważył 4300g i szybko rósł. Do tego ja byłam po cesarskim cięciu i bardzo szybko męczył mnie jakikolwiek wysiłek. Poza tym Franek nie pokochał chustowania. Był długi, więc w pozycjach dla noworodków było mu niewygodnie, wydawał mi się nienaturalnie powykręcany i nie lubił, gdy chusta otulała mu główkę. Poza tym doszła kwestia temperatury - oboje bardzo się pociliśmy.

Kiedy Franek się urodził mieszkaliśmy na wsi. Nie było problemu z wózkiem, z ciąganiem go po schodach, składaniem. Zdecydowaliśmy się na wózek wielofunkcyjny. Limuzyna ta miała trzy pompowane koła, gondolę, spacerówkę i możliwość wpięcia fotelika. Wózek okazał się najlepszym rozwiązaniem z możliwych, bo wynosiłam Małego w gondolce, wpinałam ją w stelaż i po chwili maluszek zasypiał, a ja mogłam, spacerując z nim po polnych drogach i spalając kalorie, czytać książkę albo postawić wózeczek i popracować w ogródku. Dzięki gondoli nie kupowaliśmy łóżeczka przez pierwsze cztery miesiące. W dzień Maluszek spał w gondolce, postawionej na naszym łóżku, a w nocy z nami, bo tak było mi najwygodniej karmić piersią. Łóżeczko zostało zakupione w celu nocnej przeprowadzki, bo już ciasno nam było czasami we trójkę i w gondolce też przestawał się mieścić, bo Franek, kończąc trzy miesiące, miał 70 cm;-) Jak skończył pięć miesięcy przesiedliśmy się do spacerówki. Było przewiewnie i więcej miejsca.

Faktem było jednak to, że niestety nie wszędzie mogłam wjechać naszą limuzynką, zwłaszcza w mieście - raz przeszkadzały schody i brak podjazdu, a innym razem za wąskie drzwi i wtedy tęskniłam za chustą. Wózek ma jeszcze tę zaletę, że można do niego włożyć nie tylko dziecko, ale też torbę z pieluszkami i innymi drobiazgami, zakupy, misia czy butelkę wody/kefiru.

Chusty próbowałam używać jeszcze całkiem niedawno, przed świętami Bożego Narodzenia. Wybraliśmy się na rynek, gdzie trudno byłoby przejechać w tłumie naszym wózkiem, ale chusta też się nie sprawdziła. Po pierwsze, Franek swoje waży - 10 kg, plus kurtki zimowe i torba. Do auta wróciliśmy mokrzy od potu i zziajani jak po maratonie. Od tej pory chusta leży na półce i czeka... może kiedy zdecydujemy się na następne dziecko, bardziej sie z chustą zaprzyjaźnimy."

Chusta jest rzeczywiście niesamowita!

Opowiada Bożena, mama dziewięciomiesięcznego Kuby: „Nasza przygoda z chustą zaczęła się osiem miesięcy temu. Ten spory kawałek materiału szybko znalazł zastosowanie z wielu względów. W domu, kiedy w pierwszych miesiącach życia Kubuś miał wzdęcia, zamotanemu w chuście maluszkowi masowaliśmy mięśnie brzuszka. Chusta szybko przynosiła ukojenie. Na spacerach, z racji tego, że maluszek nie znosił od początku wyboistych dróg, była dla nas lekarstwem na pokonywanie miejsc, gdzie brakuje chodników. Wózek towarzyszył nam zawsze przy dłuższych wyjściach jako podparcie dla mamy, sprzęt do przewożenia torby małego i mojej oraz miejsce, w którym Kuba jadł i odpoczywał u celu. Chusta była również niezastąpiona przy szybkich wyjściach do sklepu „za rogiem" (mieszkamy na drugim piętrze) czy przy większych zakupach w hipermarkecie, gdzie synka denerwowały wieczne różnice temperatur, natężenia światła, hałas. Chusta była jedynym sposobem na to, aby maluszek cierpliwie wytrzymywał zakupy do końca, bezpieczny i wtulony w mamę. Wykorzystywałam ją równie często wyjeżdżając w odwiedziny, dzieciak zamotany zasypiał w mig, nie zważając na nowe miejsca, ludzi. To było rzeczywiście niesamowite! Szybki sposób na uciszenie przejętego tym, co się dzieje wokół, i zmęczonego maleństwa. Jest jedno miejsce, w którym wózek był dla nas niezastąpiony - środki komunikacji miejskiej. Kilka razy zamotani jeździliśmy autobusem czy tramwajem, niestety bywały sytuacje, że stałam z małym przez całą drogę, ludzie zaciekawieni obserwowali synka, jednak nikt nie ustąpił miejsca. Nie ryzykowałam więcej. Spokojniej i bezpieczniej z wózkiem! Pod warunkiem, że wózek który posiadamy bez problemu można wnieść do każdego autobusu ;) Nasze chusty co prawda chwilowo poszły w odstawkę, jednak niebawem do nich wrócimy...  z nowym pasażerem. J"

Kiedy kończy się chusta, zaczyna się wózek

Opowiada Monika, mam rocznego Janka: „Moje doświadczenie z obiema rzeczami? W chuście wygodniej jest mi wejść do sklepu. W spożywczym nieopodal nie ma jak poruszać się wózkiem, dlatego nigdy nie mogłam niczego tam kupić. Wszelakie zakupy robiłam w chuście. W niej też zabrałam małego do muzeum, które ma trzy piętra i wysokie, strome schody. Z wózkiem nie weszłabym na latarnię morską, trudniej jest przejechać przez plażę, o górach nie wspominając. Chusta sprawdziła się także na wakacjach nad jeziorem - mogliśmy iść na molo, do lasu, na piaszczystą drogę,  także zwiedzać pobliskie jeziora, docierając tam zakorzenionymi, wąskimi ścieżkami. Czy wózek dałby radę?

Chusta uratowała mnie podczas kolek i bolesnego ząbkowania - ciężko jest nosić kilka godzin na rękach. Wybawiła mnie także w takich chwilach, kiedy trzeba było zrobić obiad, a dziecko chciało być przy mnie.

W chuście mogłam dyskretnie karmić piersią, siedząc np. na ławce w parku, działała na zasadzie parawanika. Bez chusty, zawsze prosiłam męża, by mnie zasłonił... :) W chuście łatwiej wejść z dzieckiem na 4 piętro w bloku bez windy... Dlatego o tych, którzy mieszkają w wieżowcach z windami, żartobliwie mówię, że nie poczuli nigdy smaku macierzyństwa.. ;)

Wózek okazał się lepszym rozwiązaniem w okresie zimowym, kiedy, to Janek był zbyt duży, aby skryć go pod kurtką, a jednocześnie zbyt mały, by wybrać się na sanki czy na zwykły spacer. Chusta okazała się niewygodna - oboje ubrani na cebulkę, w grubych kurtkach i swetrach, do tego spętani chustą...

Janek już nie był malutki i świat interesował go bardziej niż ja, nie potrzebował spać czy przytulać się do piersi. Przyszedł czas na wózek i byliśmy zadowoleni. Szkrabiszczak uznał wózek za swoje własne auto i mówił: „brrrr" (co oznacza: brum brum) poczuł się też dorosły i siedział w nim dumny jak paw.

Wózek okazuje się być lepszy na większe wyprawy zakupowe, gdy jest dużo siatek. W chuście można by się z tym całym ciężarem złamać albo w ogóle nie dotrzeć do domu :) Jaki z tego morał? Kiedy kończy się chusta, zaczyna się wózek".

Komentarze

Pozostało znaków 1024
  • Ja jednak wolę wózek. Kupiłam X-l X-Cite z siedziskiem kubełkowym. Dziecko też jest w nim tak jakby złożone, ma podkurczone nóżki, co jest dobre dla niewykształconych w pełni stawów biodrowych. Więc mamom, które nie są jeszcze przygotowane do chust, polecam bardzo ten model.
  • odkąd mam chuste dziwie się samej sobie, że dopieor teraz sie przkonałam. Po prostu dostałam w prezencie taka sliczna kolorową z logiem misia ( Luna Dream ) dziecko spokojniejsze
  • ja dopiero teraz zaczynam doswiadczac nosidelko mieciutko pod pupa dzieki czemu dziecko czuje jakbym podrzymywala je reka a nie np siedzial na twardej lawce a na pleckach jest mieciutki material z delikatnym usztywnieniem aby dziecko nie bylo powyginane ogolnie mam wozek gleboki ze spacerowka z TAKO nie zaprzecze ze ten model mecedesa jest szeroki az za szeroki mam problem z wjazdem woziem do przychodni podjazd nie jest dopasowany do moich kol albo kola do podjazu:P heh na szczesnie podjazd do klatki mam idealny i do tego winda spokojnie moge wjechac na 10 pietro modle sie tylko zeby mi sie nigdy winda nie zepsula..
  • Ja kupiłam nosidełko. Zobaczymy jak się sprawdzi...
  • wszystko zależy gdzie się mieszka i od dziecka ja nie miałam do czynienia z chustą ani nikt z moich znajomych...ale kupiłam wózek wąski i lekki i nie mam problemu z dostaniem się gdziekolwiek fakt bariera schodów zawsze jest największym wyzwaniem...:-)

Tematy poruszane w tekście

Wszelkie porady i artykuły zawarte w portalu służą wyłącznie celom informacyjnym. Konsultuj się zawsze z lekarzem! Rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną bez zgody właściela serwisu zabronione.

W wózku czy w chuście?

Kategoria: Niemowlę, Pielęgnacja i zdrowie Dodano: 28.7.2009 (10:32)

Autor: zobacz wszystkie artykuły autora

Wózek czy husta

Współczesna mama ma nie lada kłopot, kiedy przychodzi jej wybrać środek transportu dla maleństwa. Już sam wybór wózków przyprawia o zawrót głowy... wielofunkcyjny, trójkołowy, z amortyzacją, gondola, z ręcznym hamulcem lub nożnym, z wpinanym fotelikiem samochodowym... Można by pomyśleć, że sam Robert Kubica nie powstydziłby się takiego pojazdu. Od paru lat powraca też do łask bardziej tradycyjny sposób przemieszczania się z dzieckiem - w chuście lub w miękkim nosidle. Maluszek jest mocno przytulony do mamy i owinięty ściśle materiałem. Na co się zdecydować, jakie są plusy i minusy wózków i chust - opowiadają doświadczone mamy.

Zaprzyjaźniliśmy się tylko z wózkiem

Opowiada Joanna, mama czternastomiesięcznego Franka: „Jeszcze będąc w ciąży i przeglądając czasopisma o dzieciach, byłam pewna, że chusta będzie moją najlepszą przyjaciółką. Udało mi się kupić chustę-kieszonkę, z jednego kawałka materiału, bez żadnych dodatków. Czekała wyprana i wyprasowana na nasze maleństwo. Kiedy jednak Franek już się urodził, okazało się, że wcale nie jest takim maleństwem. Miał 60cm długości i ważył 4300g i szybko rósł. Do tego ja byłam po cesarskim cięciu i bardzo szybko męczył mnie jakikolwiek wysiłek. Poza tym Franek nie pokochał chustowania. Był długi, więc w pozycjach dla noworodków było mu niewygodnie, wydawał mi się nienaturalnie powykręcany i nie lubił, gdy chusta otulała mu główkę. Poza tym doszła kwestia temperatury - oboje bardzo się pociliśmy.

Kiedy Franek się urodził mieszkaliśmy na wsi. Nie było problemu z wózkiem, z ciąganiem go po schodach, składaniem. Zdecydowaliśmy się na wózek wielofunkcyjny. Limuzyna ta miała trzy pompowane koła, gondolę, spacerówkę i możliwość wpięcia fotelika. Wózek okazał się najlepszym rozwiązaniem z możliwych, bo wynosiłam Małego w gondolce, wpinałam ją w stelaż i po chwili maluszek zasypiał, a ja mogłam, spacerując z nim po polnych drogach i spalając kalorie, czytać książkę albo postawić wózeczek i popracować w ogródku. Dzięki gondoli nie kupowaliśmy łóżeczka przez pierwsze cztery miesiące. W dzień Maluszek spał w gondolce, postawionej na naszym łóżku, a w nocy z nami, bo tak było mi najwygodniej karmić piersią. Łóżeczko zostało zakupione w celu nocnej przeprowadzki, bo już ciasno nam było czasami we trójkę i w gondolce też przestawał się mieścić, bo Franek, kończąc trzy miesiące, miał 70 cm;-) Jak skończył pięć miesięcy przesiedliśmy się do spacerówki. Było przewiewnie i więcej miejsca.

Faktem było jednak to, że niestety nie wszędzie mogłam wjechać naszą limuzynką, zwłaszcza w mieście - raz przeszkadzały schody i brak podjazdu, a innym razem za wąskie drzwi i wtedy tęskniłam za chustą. Wózek ma jeszcze tę zaletę, że można do niego włożyć nie tylko dziecko, ale też torbę z pieluszkami i innymi drobiazgami, zakupy, misia czy butelkę wody/kefiru.

Chusty próbowałam używać jeszcze całkiem niedawno, przed świętami Bożego Narodzenia. Wybraliśmy się na rynek, gdzie trudno byłoby przejechać w tłumie naszym wózkiem, ale chusta też się nie sprawdziła. Po pierwsze, Franek swoje waży - 10 kg, plus kurtki zimowe i torba. Do auta wróciliśmy mokrzy od potu i zziajani jak po maratonie. Od tej pory chusta leży na półce i czeka... może kiedy zdecydujemy się na następne dziecko, bardziej sie z chustą zaprzyjaźnimy."

Chusta jest rzeczywiście niesamowita!

Opowiada Bożena, mama dziewięciomiesięcznego Kuby: „Nasza przygoda z chustą zaczęła się osiem miesięcy temu. Ten spory kawałek materiału szybko znalazł zastosowanie z wielu względów. W domu, kiedy w pierwszych miesiącach życia Kubuś miał wzdęcia, zamotanemu w chuście maluszkowi masowaliśmy mięśnie brzuszka. Chusta szybko przynosiła ukojenie. Na spacerach, z racji tego, że maluszek nie znosił od początku wyboistych dróg, była dla nas lekarstwem na pokonywanie miejsc, gdzie brakuje chodników. Wózek towarzyszył nam zawsze przy dłuższych wyjściach jako podparcie dla mamy, sprzęt do przewożenia torby małego i mojej oraz miejsce, w którym Kuba jadł i odpoczywał u celu. Chusta była również niezastąpiona przy szybkich wyjściach do sklepu „za rogiem" (mieszkamy na drugim piętrze) czy przy większych zakupach w hipermarkecie, gdzie synka denerwowały wieczne różnice temperatur, natężenia światła, hałas. Chusta była jedynym sposobem na to, aby maluszek cierpliwie wytrzymywał zakupy do końca, bezpieczny i wtulony w mamę. Wykorzystywałam ją równie często wyjeżdżając w odwiedziny, dzieciak zamotany zasypiał w mig, nie zważając na nowe miejsca, ludzi. To było rzeczywiście niesamowite! Szybki sposób na uciszenie przejętego tym, co się dzieje wokół, i zmęczonego maleństwa. Jest jedno miejsce, w którym wózek był dla nas niezastąpiony - środki komunikacji miejskiej. Kilka razy zamotani jeździliśmy autobusem czy tramwajem, niestety bywały sytuacje, że stałam z małym przez całą drogę, ludzie zaciekawieni obserwowali synka, jednak nikt nie ustąpił miejsca. Nie ryzykowałam więcej. Spokojniej i bezpieczniej z wózkiem! Pod warunkiem, że wózek który posiadamy bez problemu można wnieść do każdego autobusu ;) Nasze chusty co prawda chwilowo poszły w odstawkę, jednak niebawem do nich wrócimy...  z nowym pasażerem. J"

Kiedy kończy się chusta, zaczyna się wózek

Opowiada Monika, mam rocznego Janka: „Moje doświadczenie z obiema rzeczami? W chuście wygodniej jest mi wejść do sklepu. W spożywczym nieopodal nie ma jak poruszać się wózkiem, dlatego nigdy nie mogłam niczego tam kupić. Wszelakie zakupy robiłam w chuście. W niej też zabrałam małego do muzeum, które ma trzy piętra i wysokie, strome schody. Z wózkiem nie weszłabym na latarnię morską, trudniej jest przejechać przez plażę, o górach nie wspominając. Chusta sprawdziła się także na wakacjach nad jeziorem - mogliśmy iść na molo, do lasu, na piaszczystą drogę,  także zwiedzać pobliskie jeziora, docierając tam zakorzenionymi, wąskimi ścieżkami. Czy wózek dałby radę?

Chusta uratowała mnie podczas kolek i bolesnego ząbkowania - ciężko jest nosić kilka godzin na rękach. Wybawiła mnie także w takich chwilach, kiedy trzeba było zrobić obiad, a dziecko chciało być przy mnie.

W chuście mogłam dyskretnie karmić piersią, siedząc np. na ławce w parku, działała na zasadzie parawanika. Bez chusty, zawsze prosiłam męża, by mnie zasłonił... :) W chuście łatwiej wejść z dzieckiem na 4 piętro w bloku bez windy... Dlatego o tych, którzy mieszkają w wieżowcach z windami, żartobliwie mówię, że nie poczuli nigdy smaku macierzyństwa.. ;)

Wózek okazał się lepszym rozwiązaniem w okresie zimowym, kiedy, to Janek był zbyt duży, aby skryć go pod kurtką, a jednocześnie zbyt mały, by wybrać się na sanki czy na zwykły spacer. Chusta okazała się niewygodna - oboje ubrani na cebulkę, w grubych kurtkach i swetrach, do tego spętani chustą...

Janek już nie był malutki i świat interesował go bardziej niż ja, nie potrzebował spać czy przytulać się do piersi. Przyszedł czas na wózek i byliśmy zadowoleni. Szkrabiszczak uznał wózek za swoje własne auto i mówił: „brrrr" (co oznacza: brum brum) poczuł się też dorosły i siedział w nim dumny jak paw.

Wózek okazuje się być lepszy na większe wyprawy zakupowe, gdy jest dużo siatek. W chuście można by się z tym całym ciężarem złamać albo w ogóle nie dotrzeć do domu :) Jaki z tego morał? Kiedy kończy się chusta, zaczyna się wózek".

Komentarze

Pozostało znaków 1024
  • Ja jednak wolę wózek. Kupiłam X-l X-Cite z siedziskiem kubełkowym. Dziecko też jest w nim tak jakby złożone, ma podkurczone nóżki, co jest dobre dla niewykształconych w pełni stawów biodrowych. Więc mamom, które nie są jeszcze przygotowane do chust, polecam bardzo ten model.
  • odkąd mam chuste dziwie się samej sobie, że dopieor teraz sie przkonałam. Po prostu dostałam w prezencie taka sliczna kolorową z logiem misia ( Luna Dream ) dziecko spokojniejsze
  • ja dopiero teraz zaczynam doswiadczac nosidelko mieciutko pod pupa dzieki czemu dziecko czuje jakbym podrzymywala je reka a nie np siedzial na twardej lawce a na pleckach jest mieciutki material z delikatnym usztywnieniem aby dziecko nie bylo powyginane ogolnie mam wozek gleboki ze spacerowka z TAKO nie zaprzecze ze ten model mecedesa jest szeroki az za szeroki mam problem z wjazdem woziem do przychodni podjazd nie jest dopasowany do moich kol albo kola do podjazu:P heh na szczesnie podjazd do klatki mam idealny i do tego winda spokojnie moge wjechac na 10 pietro modle sie tylko zeby mi sie nigdy winda nie zepsula..
  • Ja kupiłam nosidełko. Zobaczymy jak się sprawdzi...
  • wszystko zależy gdzie się mieszka i od dziecka ja nie miałam do czynienia z chustą ani nikt z moich znajomych...ale kupiłam wózek wąski i lekki i nie mam problemu z dostaniem się gdziekolwiek fakt bariera schodów zawsze jest największym wyzwaniem...:-)

Tematy poruszane w tekście

Wszelkie porady i artykuły zawarte w portalu służą wyłącznie celom informacyjnym. Konsultuj się zawsze z lekarzem! Rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną bez zgody właściela serwisu zabronione.