Ferie z dzieckiem - Benc.pl

Ferie z dzieckiem

Kategoria: Przedszkolak, Czas wolny Dodano: 30.1.2012 (11:40)

Autor: zobacz wszystkie artykuły autora

title

Latem nie mamy wątpliwości, że wakacje warto spędzić z dala od domu. Zimą zaczynamy się wahać. A może nasze dziecko jest za małe i zaszkodzi mu ostre, górskie powietrze? A może będzie tak zimno, że cały urlop przesiedzimy w pensjonacie? Jeśli jesteśmy niezbyt aktywnymi leniuszkami, a do tego zmarzluchami, na pewno znajdziemy pretekst, by pozostać w wygodnym fotelu. Warto jednak wziąć się w garść, spakować i wyjechać, choćby na kilka dni. Taka odmiana to doskonały sposób na nudę i domową monotonię, szansa na lepsze zdrowie i samopoczucie, a także fantastyczna zabawa dla całej rodzinki.

Dokąd na ferie?

Jeśli tylko dziecko jest zdrowe i ukończyło pół roku, warto wyruszyć z nim w góry. Może tylko niekoniecznie w najwyższe ich partie. Pediatrzy radzą, by z niemowlętami odwiedzać na przykład Bieszczady, Karkonosze czy Beskidy, a w Tatry wybierać się z nieco starszymi dziećmi. A już z pewnością nie warto zabierać maluszków do zagranicznych, wysokogórskich stacji klimatycznych. Nietrudno tam o niedotlenie, a nawet chorobę wysokościową. Górskie powietrze jest co prawda czyste, ale mało wilgotne i ma niską zawartość tlenu. U szczególnie wrażliwych osób pierwsze objawy choroby wysokogórskiej (czyli na ogół ból głowy, nudności, wymioty) pojawić sie mogą już na wysokości 1500 m n.p.m. Niemowlęta są na takie zmiany szczególnie wrażliwe.

Kiedy na ferie?

Podróżujący często rodzice wiedzą jedno: zdecydowanie opłaca się jeździć poza sezonem. Okolice Sylwestra, a potem ferii zimowych to okres największego oblężenia zimowych kurortów. Kłopoty z rezerwacją dobrej kwatery, tłumy na stokach i w restauracjach, kolejki do wyciągów i toalet, ceny z kosmosu - to tylko niektóre z minusów wyjazdów w środku sezonu. Z urlopem warto zaczekać na przykład do marca, gdy temperatura nie jest już tak niska jak w styczniu, a tłumy turystów dawno już porozjeżdżały się do domów.

Jaka kwatera?

Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy oraz oczywiście od zasobności naszego portfela. Jednak bez względu na to, czy szukamy eleganckiego hotelu czy pokoju u gospodarza, zwróćmy uwagę na kilka szczegółów. Ważne, aby obiekt był jak najlepiej przystosowany dla rodzin z dziećmi - ogrzewany przez całą dobę, z miejscem, w którym można bezpiecznie zostawić wózek oraz sprzęt narciarski lub sanki, bez utrudniających życie barier architektonicznych (np. bardzo strome schody). Pokoje powinny mieć dobrze ogrzewane łazienki wyposażone w wannę lub plastikową dziecięcą wanienkę (żeby nie trzeba było podróżować z własną). W kwaterze nasze telefony powinny mieć zasięg, abyśmy w razie nagłego wypadku bez problemu dodzwonili się na pogotowie. Dobrze, by w pobliżu był sklep spożywczy oraz apteka, zwłaszcza jeśli nie będziemy mieć do dyspozycji samochodu. Liczy sie także odległość obiektu od hałaśliwych atrakcji, np. dyskotek - tutaj wiadomo, że im dalej, tym lepiej.

Na jak długo jechać?

Dzieci potrzebują nieco więcej, niż dorośli czasu, by zaaklimatyzować się w nowych warunkach. Nie powinno nas dziwić, ze przez pierwsze dni maluch może być senny i marudny, nie mieć ochoty na jazdę na sankach czy nawet na lepienie bałwana. Dlatego warto zaplanować nieco dłuższy urlop - dwa lub trzy tygodnie. Niestety, na ogół jest to niemożliwe z powodu czekających w mieście na rodziców obowiązków oraz wysokich kosztów pobytu. Nie szkodzi. Bez względu na to, ile będą trwały nasze ferie, postarajmy sie spędzić je jak najlepiej.

Pakujemy walizkę

Wyjazd z malutkim dzieckiem to duży stres. Rodzice niepokoją się, czy w miejscowych sklepach dostaną lubiane przez swojego smyka kaszki i mleko, czy w kwaterze będzie można gotować lub chociaż podgrzewać słoiczkowe zupki, czy wystarczy pampersów itd. Jeśli podróżujemy samochodem, nie wahajmy się zabrać wszystkiego w nadmiarze. Lepiej wrócić po urlopie z zapasem zupek, niż w panice objeżdżać całe Podhale w poszukiwaniu konkretnej marki słoiczków. Warto też zapakować spore ilości dziecięcych ubrań. Jeśli maluch już chodzi, prawdopodobnie czeka nas kilka zmian garderoby każdego dnia. Lepienie bałwana, orły na śniegu, szaleństwo na sankach i jabłuszkach - i wszystko mokre. Na pewno trzeba zabrać dwie lub nawet trzy pary rękawiczek (w tym przynajmniej jedne wodoodporne), dwie czapki na zmianę, sporo ciepłych rajstop, getrów i furę skarpetek. Dobrze, by dziecko miało solidny, nieprzemakalny kombinezon oraz porządne buty. Tych ostatnich najlepiej zabrać przynajmniej dwie pary, bo któraś z nich zapewne zawsze będzie suszyć się przy kaloryferze.

Nie zapominajmy też o kremie z filtrem UV - zimą słońce nie daje się nam co prawda we znaki, ale jest równie groźne co upalnym latem - promienie odbite od śniegu potrafią spowodować groźne poparzenia skóry.

Jak spędzać czas?

Jeśli dziecko jest wystarczająco duże - oczywiście na sankach i nartach. Obecnie wiele miejscowości turystycznych dba o swoich małych urlopowiczów i zapewnia im fantastyczne warunki do zabaw na stoku. Dużo dobrego słyszy się na przykład o stoku Bania w Białce Tatrzańskiej. Poza łagodną "oślą łączką" do nauki jazdy na nartach jest tam zjazd saneczkowy oraz specjalna atrakcja - snowtubing (jazda na oponach). Wybierając miejsce, do którego sie udamy, zawsze warto sprawdzić wcześniej w Internecie ofertę okolicznych ośrodków sportów zimowych.

Młodsze dzieci też nie muszą się nudzić. Już roczniak może się zaangażować w lepienie z tatą bałwana, a dwulatek chętnie porzuca w mamę śnieżkami. A jeśli dziecko jest jeszcze niemowlakiem, dobrze mu zrobią zimowe spacerki. Jeśli zabieramy ze sobą wózek, warto pamiętać, że zwyczajna, miejska spacerówka nie ma zbyt wielkich szans w starciu ze śnieżnymi zaspami. Na czas urlopu warto kupić lub wypożyczyć wózek terenowy na dużych, pompowanych kołach (jeśli nie mamy od kogo go pożyczyć, możemy kupić używany i ponownie go odsprzedać po powrocie do miasta). Ważne, żeby miał solidną budkę, która ochroni dziecko przed podmuchami mroźnego wiatru. W wózkach spacerowych oraz sankach świetnie sprawdzają się śpiworki polarowe oraz wyścielane owczą wełną. Pamiętajmy, że jadące dziecko nie rusza się i marznie dużo szybciej niż my - ciągnący sanki lub pchający wózek rodzice. Jeśli jest jednak prawidłowo ubrane (na cebulkę) i dobrze przykryte, nic mu nie grozi.

Komentarze

Pozostało znaków 1024
Brak komentarzy
Wszelkie porady i artykuły zawarte w portalu służą wyłącznie celom informacyjnym. Konsultuj się zawsze z lekarzem! Rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną bez zgody właściela serwisu zabronione.

Ferie z dzieckiem

Kategoria: Przedszkolak, Czas wolny Dodano: 30.1.2012 (11:40)

Autor: zobacz wszystkie artykuły autora

title

Latem nie mamy wątpliwości, że wakacje warto spędzić z dala od domu. Zimą zaczynamy się wahać. A może nasze dziecko jest za małe i zaszkodzi mu ostre, górskie powietrze? A może będzie tak zimno, że cały urlop przesiedzimy w pensjonacie? Jeśli jesteśmy niezbyt aktywnymi leniuszkami, a do tego zmarzluchami, na pewno znajdziemy pretekst, by pozostać w wygodnym fotelu. Warto jednak wziąć się w garść, spakować i wyjechać, choćby na kilka dni. Taka odmiana to doskonały sposób na nudę i domową monotonię, szansa na lepsze zdrowie i samopoczucie, a także fantastyczna zabawa dla całej rodzinki.

Dokąd na ferie?

Jeśli tylko dziecko jest zdrowe i ukończyło pół roku, warto wyruszyć z nim w góry. Może tylko niekoniecznie w najwyższe ich partie. Pediatrzy radzą, by z niemowlętami odwiedzać na przykład Bieszczady, Karkonosze czy Beskidy, a w Tatry wybierać się z nieco starszymi dziećmi. A już z pewnością nie warto zabierać maluszków do zagranicznych, wysokogórskich stacji klimatycznych. Nietrudno tam o niedotlenie, a nawet chorobę wysokościową. Górskie powietrze jest co prawda czyste, ale mało wilgotne i ma niską zawartość tlenu. U szczególnie wrażliwych osób pierwsze objawy choroby wysokogórskiej (czyli na ogół ból głowy, nudności, wymioty) pojawić sie mogą już na wysokości 1500 m n.p.m. Niemowlęta są na takie zmiany szczególnie wrażliwe.

Kiedy na ferie?

Podróżujący często rodzice wiedzą jedno: zdecydowanie opłaca się jeździć poza sezonem. Okolice Sylwestra, a potem ferii zimowych to okres największego oblężenia zimowych kurortów. Kłopoty z rezerwacją dobrej kwatery, tłumy na stokach i w restauracjach, kolejki do wyciągów i toalet, ceny z kosmosu - to tylko niektóre z minusów wyjazdów w środku sezonu. Z urlopem warto zaczekać na przykład do marca, gdy temperatura nie jest już tak niska jak w styczniu, a tłumy turystów dawno już porozjeżdżały się do domów.

Jaka kwatera?

Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy oraz oczywiście od zasobności naszego portfela. Jednak bez względu na to, czy szukamy eleganckiego hotelu czy pokoju u gospodarza, zwróćmy uwagę na kilka szczegółów. Ważne, aby obiekt był jak najlepiej przystosowany dla rodzin z dziećmi - ogrzewany przez całą dobę, z miejscem, w którym można bezpiecznie zostawić wózek oraz sprzęt narciarski lub sanki, bez utrudniających życie barier architektonicznych (np. bardzo strome schody). Pokoje powinny mieć dobrze ogrzewane łazienki wyposażone w wannę lub plastikową dziecięcą wanienkę (żeby nie trzeba było podróżować z własną). W kwaterze nasze telefony powinny mieć zasięg, abyśmy w razie nagłego wypadku bez problemu dodzwonili się na pogotowie. Dobrze, by w pobliżu był sklep spożywczy oraz apteka, zwłaszcza jeśli nie będziemy mieć do dyspozycji samochodu. Liczy sie także odległość obiektu od hałaśliwych atrakcji, np. dyskotek - tutaj wiadomo, że im dalej, tym lepiej.

Na jak długo jechać?

Dzieci potrzebują nieco więcej, niż dorośli czasu, by zaaklimatyzować się w nowych warunkach. Nie powinno nas dziwić, ze przez pierwsze dni maluch może być senny i marudny, nie mieć ochoty na jazdę na sankach czy nawet na lepienie bałwana. Dlatego warto zaplanować nieco dłuższy urlop - dwa lub trzy tygodnie. Niestety, na ogół jest to niemożliwe z powodu czekających w mieście na rodziców obowiązków oraz wysokich kosztów pobytu. Nie szkodzi. Bez względu na to, ile będą trwały nasze ferie, postarajmy sie spędzić je jak najlepiej.

Pakujemy walizkę

Wyjazd z malutkim dzieckiem to duży stres. Rodzice niepokoją się, czy w miejscowych sklepach dostaną lubiane przez swojego smyka kaszki i mleko, czy w kwaterze będzie można gotować lub chociaż podgrzewać słoiczkowe zupki, czy wystarczy pampersów itd. Jeśli podróżujemy samochodem, nie wahajmy się zabrać wszystkiego w nadmiarze. Lepiej wrócić po urlopie z zapasem zupek, niż w panice objeżdżać całe Podhale w poszukiwaniu konkretnej marki słoiczków. Warto też zapakować spore ilości dziecięcych ubrań. Jeśli maluch już chodzi, prawdopodobnie czeka nas kilka zmian garderoby każdego dnia. Lepienie bałwana, orły na śniegu, szaleństwo na sankach i jabłuszkach - i wszystko mokre. Na pewno trzeba zabrać dwie lub nawet trzy pary rękawiczek (w tym przynajmniej jedne wodoodporne), dwie czapki na zmianę, sporo ciepłych rajstop, getrów i furę skarpetek. Dobrze, by dziecko miało solidny, nieprzemakalny kombinezon oraz porządne buty. Tych ostatnich najlepiej zabrać przynajmniej dwie pary, bo któraś z nich zapewne zawsze będzie suszyć się przy kaloryferze.

Nie zapominajmy też o kremie z filtrem UV - zimą słońce nie daje się nam co prawda we znaki, ale jest równie groźne co upalnym latem - promienie odbite od śniegu potrafią spowodować groźne poparzenia skóry.

Jak spędzać czas?

Jeśli dziecko jest wystarczająco duże - oczywiście na sankach i nartach. Obecnie wiele miejscowości turystycznych dba o swoich małych urlopowiczów i zapewnia im fantastyczne warunki do zabaw na stoku. Dużo dobrego słyszy się na przykład o stoku Bania w Białce Tatrzańskiej. Poza łagodną "oślą łączką" do nauki jazdy na nartach jest tam zjazd saneczkowy oraz specjalna atrakcja - snowtubing (jazda na oponach). Wybierając miejsce, do którego sie udamy, zawsze warto sprawdzić wcześniej w Internecie ofertę okolicznych ośrodków sportów zimowych.

Młodsze dzieci też nie muszą się nudzić. Już roczniak może się zaangażować w lepienie z tatą bałwana, a dwulatek chętnie porzuca w mamę śnieżkami. A jeśli dziecko jest jeszcze niemowlakiem, dobrze mu zrobią zimowe spacerki. Jeśli zabieramy ze sobą wózek, warto pamiętać, że zwyczajna, miejska spacerówka nie ma zbyt wielkich szans w starciu ze śnieżnymi zaspami. Na czas urlopu warto kupić lub wypożyczyć wózek terenowy na dużych, pompowanych kołach (jeśli nie mamy od kogo go pożyczyć, możemy kupić używany i ponownie go odsprzedać po powrocie do miasta). Ważne, żeby miał solidną budkę, która ochroni dziecko przed podmuchami mroźnego wiatru. W wózkach spacerowych oraz sankach świetnie sprawdzają się śpiworki polarowe oraz wyścielane owczą wełną. Pamiętajmy, że jadące dziecko nie rusza się i marznie dużo szybciej niż my - ciągnący sanki lub pchający wózek rodzice. Jeśli jest jednak prawidłowo ubrane (na cebulkę) i dobrze przykryte, nic mu nie grozi.

Komentarze

Pozostało znaków 1024
Brak komentarzy
Wszelkie porady i artykuły zawarte w portalu służą wyłącznie celom informacyjnym. Konsultuj się zawsze z lekarzem! Rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną bez zgody właściela serwisu zabronione.