Nie taki żłobek straszny - Benc.pl

Nie taki żłobek straszny

Kategoria: Małe dzieci, Wychowanie Dodano: 6.12.2011 (13:58)

Autor: zobacz wszystkie artykuły autora

title

Czasami po prostu nie ma wyjścia. Nie każda mama może spędzić w domu trzy lata ze swoim maluszkiem, nie każda zresztą ma na to ochotę. Współczesne żłobki na szczęście bardzo różnią się od tych z czasów naszego dzieciństwa. I choć właśnie trwa ogólnospołeczna debata na temat plusów i minusów tego typu placówek, na pewno nie warto ich z góry odrzucać. Być może okaże się, że akurat dla naszego dziecka żłobek okaże się nie traumatycznych przeżyciem, a ciekawą i rozwijającą przygodą.

Złe skojarzenia

Jakie obrazy pojawiają się w naszych głowach na hasło "żłobek"? Być może długi rząd nocników, na których siedzą zasmarkane, zaniedbane roczniaki. Albo całe morze drewnianych łóżeczek, między którymi miota się zmęczona, zniechęcona opiekunka. Duże pole do popisu dla wyobraźni daje też zbiorowe karmienie papkami lub żonglowanie między dziećmi butelkami z mlekiem. Jeśli naszym wyobrażeniom towarzyszą dźwięki, to zapewne jest to płacz, w dodatku płacz zaraźliwy, z dziesiątek małych gardełek jednocześnie. Oddać własne dziecko w takie warunki? Mowy nie ma! Zwłaszcza, że psychologowie uparli się ostatnio na przekonywanie młodych rodziców, że jedynym odpowiednim dla ich dzieci miejscem jest własny dom. Wielu z nich argumentuje, że dzieci do 3. roku życia potrzebują głównie poczucia bezpieczeństwa i bliskości, a to zapewnić im mogą wyłącznie mama lub tata, najlepiej na "własnym terenie".

Co jednak z rodzicami, którzy po prostu muszą pracować, by utrzymać dziecko, siebie i dom?

Według przeciwników żłobków, powinni oni poszukać opiekunki, która zapewni maluszkowi choć namiastkę ciepła i bliskości, jednocześnie nie wyrywając go z rodzinnego gniazdka. Cóż, być może tak rzeczywiście byłoby najlepiej, ale liczą się także koszty. Pensja profesjonalnej, sprawdzonej opiekunki w sporym mieście sięga 2-3 tys złotych. To czasami więcej, niż zarobki jednego z rodziców. Pozostaje wtedy tylko żłobek. I wyrzuty sumienia, podsycane przez media, psychologów i innych rodziców. "Kowalscy oddali niemowlę do żłobka? I to państwowego? No wiecie co, jacy wygodni! Biedne dziecko, na pewno skończy z traumą" - szepczą przemiłe sąsiadki. "Miejsce kobiety jest przy dziecku, a nie w korporacji. Stawiając na pierwszym miejscu karierę, niszczycie psychikę własnych dzieci!" - to głosy oburzonych aktywistów protestujących przeciwko nowej ustawie żłobkowej (z 23 lutego, ułatwiającej zakładanie nowych placówek). Na szczęście to tylko jedna strona medalu. Jest też druga, zdecydowanie jaśniejsza.

Żłobki dzisiaj

Współczesne żłobki nie są już wyłącznie przechowalniami dzieci, ale świetnie zorganizowanymi ośrodkami ich rozwoju i zabawy. Oprócz opieki, posiłków i właściwej pielęgnacji, maluszkom oferowane są na przykład zajęcia muzyczne, dostosowane oczywiście do ich wieku. Część placówek wprowadza zresztą także inne formy rozwoju - dzieci osłuchują się z wybranym językiem obcym, na swój sposób tańczą do wesołych piosenek, malują palcami, lepią z plasteliny itd. Przychylni dobrym żłobkom psychologowie zaznaczają, że żłobkowe maluchy szybko się socjalizują, stają się otwarte, towarzyskie, już od najwcześniejszych lat potrafią prawidłowo zachowywać się w grupie. Według niektórych z nich to nieprawda, że dziecko do 3. roku życia nie potrzebuje kontaktów z rówieśnikami - obserwacja grupy w żłobku udowadnia, że już niemowlęta potrafią wesoło do siebie "gugać", pokazywać sobie grzechotki, a nawet gonić się raczkując po dywanie.

Być może nie jest to coś, bez czego nie mogłyby się obejść spędzając czas tylko z mamą, ale i takie doświadczenia są dla nich cenne. A może nawet cenniejsze, niż czas spędzony w domu tylko z dorosłymi? O tym nie mówi się głośno, ale istnieje przecież wiele rodzin, w których rodzice po prostu nie potrafią, nie chcą lub nie mają czasu zajmować się swoimi dziećmi. Warunki pozwalają, by maluchy pozostawały w domu, ale wspólna zabawa i dbanie o ich rozwój przerasta możliwości rodziców, dlatego głównym "wychowawcą" jest telewizor. W takiej sytuacji naprawdę lepiej, by ich rozwojem zajął się ktoś obcy, ale profesjonalnie do tego przygotowany. A rodzice byli "cali dla dzieci" po odebraniu ich popołudniami z placówki.

Komentarze

Pozostało znaków 1024
Brak komentarzy
Wszelkie porady i artykuły zawarte w portalu służą wyłącznie celom informacyjnym. Konsultuj się zawsze z lekarzem! Rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną bez zgody właściela serwisu zabronione.

Nie taki żłobek straszny

Kategoria: Małe dzieci, Wychowanie Dodano: 6.12.2011 (13:58)

Autor: zobacz wszystkie artykuły autora

title

Czasami po prostu nie ma wyjścia. Nie każda mama może spędzić w domu trzy lata ze swoim maluszkiem, nie każda zresztą ma na to ochotę. Współczesne żłobki na szczęście bardzo różnią się od tych z czasów naszego dzieciństwa. I choć właśnie trwa ogólnospołeczna debata na temat plusów i minusów tego typu placówek, na pewno nie warto ich z góry odrzucać. Być może okaże się, że akurat dla naszego dziecka żłobek okaże się nie traumatycznych przeżyciem, a ciekawą i rozwijającą przygodą.

Złe skojarzenia

Jakie obrazy pojawiają się w naszych głowach na hasło "żłobek"? Być może długi rząd nocników, na których siedzą zasmarkane, zaniedbane roczniaki. Albo całe morze drewnianych łóżeczek, między którymi miota się zmęczona, zniechęcona opiekunka. Duże pole do popisu dla wyobraźni daje też zbiorowe karmienie papkami lub żonglowanie między dziećmi butelkami z mlekiem. Jeśli naszym wyobrażeniom towarzyszą dźwięki, to zapewne jest to płacz, w dodatku płacz zaraźliwy, z dziesiątek małych gardełek jednocześnie. Oddać własne dziecko w takie warunki? Mowy nie ma! Zwłaszcza, że psychologowie uparli się ostatnio na przekonywanie młodych rodziców, że jedynym odpowiednim dla ich dzieci miejscem jest własny dom. Wielu z nich argumentuje, że dzieci do 3. roku życia potrzebują głównie poczucia bezpieczeństwa i bliskości, a to zapewnić im mogą wyłącznie mama lub tata, najlepiej na "własnym terenie".

Co jednak z rodzicami, którzy po prostu muszą pracować, by utrzymać dziecko, siebie i dom?

Według przeciwników żłobków, powinni oni poszukać opiekunki, która zapewni maluszkowi choć namiastkę ciepła i bliskości, jednocześnie nie wyrywając go z rodzinnego gniazdka. Cóż, być może tak rzeczywiście byłoby najlepiej, ale liczą się także koszty. Pensja profesjonalnej, sprawdzonej opiekunki w sporym mieście sięga 2-3 tys złotych. To czasami więcej, niż zarobki jednego z rodziców. Pozostaje wtedy tylko żłobek. I wyrzuty sumienia, podsycane przez media, psychologów i innych rodziców. "Kowalscy oddali niemowlę do żłobka? I to państwowego? No wiecie co, jacy wygodni! Biedne dziecko, na pewno skończy z traumą" - szepczą przemiłe sąsiadki. "Miejsce kobiety jest przy dziecku, a nie w korporacji. Stawiając na pierwszym miejscu karierę, niszczycie psychikę własnych dzieci!" - to głosy oburzonych aktywistów protestujących przeciwko nowej ustawie żłobkowej (z 23 lutego, ułatwiającej zakładanie nowych placówek). Na szczęście to tylko jedna strona medalu. Jest też druga, zdecydowanie jaśniejsza.

Żłobki dzisiaj

Współczesne żłobki nie są już wyłącznie przechowalniami dzieci, ale świetnie zorganizowanymi ośrodkami ich rozwoju i zabawy. Oprócz opieki, posiłków i właściwej pielęgnacji, maluszkom oferowane są na przykład zajęcia muzyczne, dostosowane oczywiście do ich wieku. Część placówek wprowadza zresztą także inne formy rozwoju - dzieci osłuchują się z wybranym językiem obcym, na swój sposób tańczą do wesołych piosenek, malują palcami, lepią z plasteliny itd. Przychylni dobrym żłobkom psychologowie zaznaczają, że żłobkowe maluchy szybko się socjalizują, stają się otwarte, towarzyskie, już od najwcześniejszych lat potrafią prawidłowo zachowywać się w grupie. Według niektórych z nich to nieprawda, że dziecko do 3. roku życia nie potrzebuje kontaktów z rówieśnikami - obserwacja grupy w żłobku udowadnia, że już niemowlęta potrafią wesoło do siebie "gugać", pokazywać sobie grzechotki, a nawet gonić się raczkując po dywanie.

Być może nie jest to coś, bez czego nie mogłyby się obejść spędzając czas tylko z mamą, ale i takie doświadczenia są dla nich cenne. A może nawet cenniejsze, niż czas spędzony w domu tylko z dorosłymi? O tym nie mówi się głośno, ale istnieje przecież wiele rodzin, w których rodzice po prostu nie potrafią, nie chcą lub nie mają czasu zajmować się swoimi dziećmi. Warunki pozwalają, by maluchy pozostawały w domu, ale wspólna zabawa i dbanie o ich rozwój przerasta możliwości rodziców, dlatego głównym "wychowawcą" jest telewizor. W takiej sytuacji naprawdę lepiej, by ich rozwojem zajął się ktoś obcy, ale profesjonalnie do tego przygotowany. A rodzice byli "cali dla dzieci" po odebraniu ich popołudniami z placówki.

Komentarze

Pozostało znaków 1024
Brak komentarzy
Wszelkie porady i artykuły zawarte w portalu służą wyłącznie celom informacyjnym. Konsultuj się zawsze z lekarzem! Rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną bez zgody właściela serwisu zabronione.