Prawo ojca - Benc.pl

Prawo ojca

Kategoria: Małe dzieci, Wychowanie Dodano: 7.6.2013 (12:30)

Autor: zobacz wszystkie artykuły autora

title

Coraz więcej dzieci aktualnie wychowuje się w rozbitych rodzinach. To, że w szkole w jednej klasie kilkoro dzieci mieszka z mamą, tatą czy dziadkami już generalnie nie dziwi. Znacznie trudniej utrzymać związek w obecnych czasach, kiedy wartości tak diametralnie się zmieniły. Problem powstaje wtedy jeśli z takiego związku narodziło się dziecko. Z kim ma mieszkać? Z kim widywać się od czasu do czasu? Jeśli rodzice nie potrafią dojść między sobą do porozumienia, wtedy taka sprawa kierowana jest do sądu. Nie jest tajemnicą, że polskie sądy zdecydowanie częściej stają po stronie matki i to im przyznają pełną władzę rodzicielską nad dzieckiem, tym samym ograniczając ją ojcu. Bywa, że tak jest lepiej i wygodniej. Zarówno dla matki i dla ojca, który w ten sposób ma problem z głowy. Są jednak odwrotne sytuacje, kiedy to właśnie ojciec stara się o przyznanie mu pełnej opieki nad dzieckiem. Jednym z takich ojców jest Łukasz, tata cudownego 5-letniego chłopca. W wywiadzie poniżej opowiedział nam o swojej historii.

Może na początek kilka słów o tym jak żyliście wcześniej, zanim podjąłeś tą ważną decyzję...

Żyliśmy w nieformalnym związku, moja partnerka, jej syn i ja. Życie nie było łatwe, wynajęte mieszkanie, niezbyt dobra praca, ale powoli szło do przodu. Po dwóch latach wspólnego mieszkania pojawił się nasz wspólny synek. Radość, miłość, wielkie szczęście. Po dwóch kolejnych latach wszystko zaczęło się psuć. Najpierw powoli- kłótnie... i nagle buuum, zdrada, nie mogłem wybaczyć choć próbowałem, naprawdę... Postanowiłem się wyprowadzić, najpierw na wynajęte mieszkanie, później do rodziców. Od samego początku kiedy się wyprowadziłem porozumieliśmy się co do wychowania synka. Zajmowaliśmy się nim po połowie. Nie zamierzałem uciekać od obowiązków, wręcz przeciwnie chciałem i poświęcałem się im jak tylko mogłem. Zabierałem małego do rodziców, gdzie mieszkam, co drugi dzień po pracy. Odwoziłem go przed pracą. Każdy wolny weekend spędzał ze mną. Każde święta wspólnie, wyjeżdżaliśmy na wakacje, nie wyobrażałem sobie aby nie było go ze mną każdego wolnego dnia. Kiedy nie mogłem się nim zając, z powodu np. naprawy auta, spędzał czas z dziadkami. Wszystko układało się, nie mogę powiedzieć cudownie, ale naprawdę dobrze, aż do stycznia tego roku........

Co okazało się punktem zwrotnym?

Hmm... w styczniu moja ex partnerka zakomunikowała mi, iż zamierza wyjechać do poznanego w Internecie mężczyzny, poza granice kraju. Tym samym sugerowała mi, że chce zabrać tam mojego synka. To był dla mnie niczym cios. Przez pierwsze kilka godzin nie potrafiłem sobie wszystkiego poukładać, ale jedno . spojrzenie na mojego synka, jeden uścisk, słowo KOCHAM CIE TATO i już wiedziałem co mam robić. Będę walczył o niego, nie odpuszczę, zrobię co w mojej mocy, aby syn pozostał przy mnie, abym mógł codziennie widzieć jego uśmiechniętą twarz i słyszeć jego głos, abym mógł czuć jego ciepło kiedy się do mnie przytula. Tak to wyglądało.

Czy nie istniały próby polubownego załatwienia sprawy „między sobą"?

Od samego początku wiedziałem, że polubownie załatwić tak ważnej sprawy mi się nie uda, a już na pewno będzie bardzo ciężko. W rozmowach z ex partnerką często wychwytywałem kłamstwa, obawiałem się załatwić wszystko ot tak tylko umową ustną. Obawiałem się iż z biegiem czasu ona sama założy mi sprawę w sądzie, dlatego zdecydowałem, że ja będę tego inicjatorem.

Postanowiłeś wnieść sprawę do sądu, jak to wyglądało? Krok po kroku.

W pierwszej kolejności szukałem adwokata, który specjalizował by się w sprawach rodzinnych i który prowadził podobne już wcześniej. Po kilku dniach udało mi się takiego znaleźć. Polecili mi go moi znajomi. Umówiłem się telefonicznie na spotkanie. Przedstawiłem sprawę. Powiedział mi żebym opisał wszystko od początku- od momentu poznania mojej ex partnerki do chwili obecnej. To było kilka godzin pisania i wiele emocji. Wszystko przeżywałem od nowa. Po napisaniu, ponownie umówiłem się z adwokatem. Przekazałem mu moje ,,opowiadanie'', oraz dokumenty, które były potrzebne: akt urodzenia dziecka, umowy o prace, wyrok alimentacyjny. Umówiliśmy się za tydzień na kolejna wizytę. Kiedy do niego przyjechałem już czekało na mnie gotowe pismo, które miałem złożyć do sądu. Przeczytałem je i zaakceptowałem. Tego samego dnia złożyłem w sądzie. Kiedy wychodziłem z biura podawczego czułem, że teraz już postawiłem kropkę nad i, że jeśli mogę tak się wyrazić wyruszyłem na wojnę. Tak wiele, że całe moje przyszłe życie powierzyłem w ręce sądu, w ręce opinii biegłych psychologów, że tak naprawdę w tej chwili, tak niewiele zależy ode mnie. Z drugiej strony poczułem się spokojniejszy i WIERZYŁEM ŻE SIE UDA.

Tydzień później pojawiła się u mnie pani kurator z osoba z opieki społecznej. Przeprowadzały wywiad środowiskowy. Zadawały liczne pytania związane tak jak i z moją osobą w prywatnym znaczeniu, jak i z sytuacją finansową i mieszkaniową, w której się znajduję. Następnie odbyła się rozmowa z moim synkiem. To najbardziej mnie stresowało. Nie z powodu jego wypowiedzi, bo to dziecko, mówi to co mu ślina na język przyniesie, ale z powodu stresu jaki taka rozmowa mogła w nim wywołać. Myślę jednak, że przeszliśmy przez to oboje w spokoju, z uśmiechem. Po przeanalizowaniu jej później na spokojnie, myślę, że wszystko poszło tak jak powinno... Następnego dnia otrzymałem telefon o godzinie 21. Moja ex partnerka. Krzyki, wyzwiska, groźby. Kuratorzy pojawili się i u niej ( muszę nadmienić iż za sugestią adwokata nie uprzedzałem jej o tym, że złożyłem sprawę do sądu). I tego dnia się o tym dowiedziała.

Po drugim telefonie zacząłem nagrywać każdą rozmowę z nią gdyż padały tam takie słowa, które zamierzałem wykorzystać w sądzie. Telefony te ciągnęły się dwa dni z częstotliwością co 30 minut. Od gróźb i wyzwisk, płaczu i obwiniania, przeszły ku mojemu zdziwieniu do zapewnienia iż zgodzi się na wszystko, abym tylko nie chciał badań w RDK i żeby wszystko skończyło się na jednej rozprawie. Nie chcę tu mówić dlaczego, ale gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze ( niestety są ważne, nawet bardzo ważne dla matki mojego dziecka ). Po ostatniej rozmowie powiadomiłem adwokata, że wyraża zgodę na pójście na ugodę. Do końca w to nie wierzyłem, szykowałem się na wszystko i tak w napięciu żyłem do dnia rozprawy.

Komentarze

Pozostało znaków 1024
Brak komentarzy
Wszelkie porady i artykuły zawarte w portalu służą wyłącznie celom informacyjnym. Konsultuj się zawsze z lekarzem! Rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną bez zgody właściela serwisu zabronione.

Prawo ojca

Kategoria: Małe dzieci, Wychowanie Dodano: 7.6.2013 (12:30)

Autor: zobacz wszystkie artykuły autora

title

Coraz więcej dzieci aktualnie wychowuje się w rozbitych rodzinach. To, że w szkole w jednej klasie kilkoro dzieci mieszka z mamą, tatą czy dziadkami już generalnie nie dziwi. Znacznie trudniej utrzymać związek w obecnych czasach, kiedy wartości tak diametralnie się zmieniły. Problem powstaje wtedy jeśli z takiego związku narodziło się dziecko. Z kim ma mieszkać? Z kim widywać się od czasu do czasu? Jeśli rodzice nie potrafią dojść między sobą do porozumienia, wtedy taka sprawa kierowana jest do sądu. Nie jest tajemnicą, że polskie sądy zdecydowanie częściej stają po stronie matki i to im przyznają pełną władzę rodzicielską nad dzieckiem, tym samym ograniczając ją ojcu. Bywa, że tak jest lepiej i wygodniej. Zarówno dla matki i dla ojca, który w ten sposób ma problem z głowy. Są jednak odwrotne sytuacje, kiedy to właśnie ojciec stara się o przyznanie mu pełnej opieki nad dzieckiem. Jednym z takich ojców jest Łukasz, tata cudownego 5-letniego chłopca. W wywiadzie poniżej opowiedział nam o swojej historii.

Może na początek kilka słów o tym jak żyliście wcześniej, zanim podjąłeś tą ważną decyzję...

Żyliśmy w nieformalnym związku, moja partnerka, jej syn i ja. Życie nie było łatwe, wynajęte mieszkanie, niezbyt dobra praca, ale powoli szło do przodu. Po dwóch latach wspólnego mieszkania pojawił się nasz wspólny synek. Radość, miłość, wielkie szczęście. Po dwóch kolejnych latach wszystko zaczęło się psuć. Najpierw powoli- kłótnie... i nagle buuum, zdrada, nie mogłem wybaczyć choć próbowałem, naprawdę... Postanowiłem się wyprowadzić, najpierw na wynajęte mieszkanie, później do rodziców. Od samego początku kiedy się wyprowadziłem porozumieliśmy się co do wychowania synka. Zajmowaliśmy się nim po połowie. Nie zamierzałem uciekać od obowiązków, wręcz przeciwnie chciałem i poświęcałem się im jak tylko mogłem. Zabierałem małego do rodziców, gdzie mieszkam, co drugi dzień po pracy. Odwoziłem go przed pracą. Każdy wolny weekend spędzał ze mną. Każde święta wspólnie, wyjeżdżaliśmy na wakacje, nie wyobrażałem sobie aby nie było go ze mną każdego wolnego dnia. Kiedy nie mogłem się nim zając, z powodu np. naprawy auta, spędzał czas z dziadkami. Wszystko układało się, nie mogę powiedzieć cudownie, ale naprawdę dobrze, aż do stycznia tego roku........

Co okazało się punktem zwrotnym?

Hmm... w styczniu moja ex partnerka zakomunikowała mi, iż zamierza wyjechać do poznanego w Internecie mężczyzny, poza granice kraju. Tym samym sugerowała mi, że chce zabrać tam mojego synka. To był dla mnie niczym cios. Przez pierwsze kilka godzin nie potrafiłem sobie wszystkiego poukładać, ale jedno . spojrzenie na mojego synka, jeden uścisk, słowo KOCHAM CIE TATO i już wiedziałem co mam robić. Będę walczył o niego, nie odpuszczę, zrobię co w mojej mocy, aby syn pozostał przy mnie, abym mógł codziennie widzieć jego uśmiechniętą twarz i słyszeć jego głos, abym mógł czuć jego ciepło kiedy się do mnie przytula. Tak to wyglądało.

Czy nie istniały próby polubownego załatwienia sprawy „między sobą"?

Od samego początku wiedziałem, że polubownie załatwić tak ważnej sprawy mi się nie uda, a już na pewno będzie bardzo ciężko. W rozmowach z ex partnerką często wychwytywałem kłamstwa, obawiałem się załatwić wszystko ot tak tylko umową ustną. Obawiałem się iż z biegiem czasu ona sama założy mi sprawę w sądzie, dlatego zdecydowałem, że ja będę tego inicjatorem.

Postanowiłeś wnieść sprawę do sądu, jak to wyglądało? Krok po kroku.

W pierwszej kolejności szukałem adwokata, który specjalizował by się w sprawach rodzinnych i który prowadził podobne już wcześniej. Po kilku dniach udało mi się takiego znaleźć. Polecili mi go moi znajomi. Umówiłem się telefonicznie na spotkanie. Przedstawiłem sprawę. Powiedział mi żebym opisał wszystko od początku- od momentu poznania mojej ex partnerki do chwili obecnej. To było kilka godzin pisania i wiele emocji. Wszystko przeżywałem od nowa. Po napisaniu, ponownie umówiłem się z adwokatem. Przekazałem mu moje ,,opowiadanie'', oraz dokumenty, które były potrzebne: akt urodzenia dziecka, umowy o prace, wyrok alimentacyjny. Umówiliśmy się za tydzień na kolejna wizytę. Kiedy do niego przyjechałem już czekało na mnie gotowe pismo, które miałem złożyć do sądu. Przeczytałem je i zaakceptowałem. Tego samego dnia złożyłem w sądzie. Kiedy wychodziłem z biura podawczego czułem, że teraz już postawiłem kropkę nad i, że jeśli mogę tak się wyrazić wyruszyłem na wojnę. Tak wiele, że całe moje przyszłe życie powierzyłem w ręce sądu, w ręce opinii biegłych psychologów, że tak naprawdę w tej chwili, tak niewiele zależy ode mnie. Z drugiej strony poczułem się spokojniejszy i WIERZYŁEM ŻE SIE UDA.

Tydzień później pojawiła się u mnie pani kurator z osoba z opieki społecznej. Przeprowadzały wywiad środowiskowy. Zadawały liczne pytania związane tak jak i z moją osobą w prywatnym znaczeniu, jak i z sytuacją finansową i mieszkaniową, w której się znajduję. Następnie odbyła się rozmowa z moim synkiem. To najbardziej mnie stresowało. Nie z powodu jego wypowiedzi, bo to dziecko, mówi to co mu ślina na język przyniesie, ale z powodu stresu jaki taka rozmowa mogła w nim wywołać. Myślę jednak, że przeszliśmy przez to oboje w spokoju, z uśmiechem. Po przeanalizowaniu jej później na spokojnie, myślę, że wszystko poszło tak jak powinno... Następnego dnia otrzymałem telefon o godzinie 21. Moja ex partnerka. Krzyki, wyzwiska, groźby. Kuratorzy pojawili się i u niej ( muszę nadmienić iż za sugestią adwokata nie uprzedzałem jej o tym, że złożyłem sprawę do sądu). I tego dnia się o tym dowiedziała.

Po drugim telefonie zacząłem nagrywać każdą rozmowę z nią gdyż padały tam takie słowa, które zamierzałem wykorzystać w sądzie. Telefony te ciągnęły się dwa dni z częstotliwością co 30 minut. Od gróźb i wyzwisk, płaczu i obwiniania, przeszły ku mojemu zdziwieniu do zapewnienia iż zgodzi się na wszystko, abym tylko nie chciał badań w RDK i żeby wszystko skończyło się na jednej rozprawie. Nie chcę tu mówić dlaczego, ale gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze ( niestety są ważne, nawet bardzo ważne dla matki mojego dziecka ). Po ostatniej rozmowie powiadomiłem adwokata, że wyraża zgodę na pójście na ugodę. Do końca w to nie wierzyłem, szykowałem się na wszystko i tak w napięciu żyłem do dnia rozprawy.

Komentarze

Pozostało znaków 1024
Brak komentarzy
Wszelkie porady i artykuły zawarte w portalu służą wyłącznie celom informacyjnym. Konsultuj się zawsze z lekarzem! Rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną bez zgody właściela serwisu zabronione.