Prawo ojca - Benc.pl

Prawo ojca

Kategoria: Małe dzieci, Wychowanie Dodano: 7.6.2013 (12:30)

Autor: zobacz wszystkie artykuły autora

Czy w tym czasie mogłeś liczyć na czyjeś wsparcie (rodzina, przyjaciele)? Jeśli tak, to w jaki sposób?

W tym ciężkim dla mnie czasie mogłem liczyć na wsparcie rodziców. Rozmawialiśmy niejednokrotnie, obiecali mi wsparcie kiedy sprawa zakończy się pozytywnie- pod względem pomocy przy opiece nad synem jak i wsparciem finansowym. Na poczet sprawy moi znajomi, a raczej powiedział bym, bliskie mi osoby, wspierały mnie cały czas rozmowami, radami, swoją obecnością. Najbardziej mi pomagało zdanie, które słyszałem zwłaszcza od jednej osoby -,, Łukasz będzie dobrze, DAMY RADĘ. WYGRAMY''. Te słowa dawały mi siłę, wiarę, kiedy niejednokrotnie brakowało mi sił, kiedy wszystko wydawało się beznadziejne. Właśnie słowa tej osoby i miłość mojego synka pokonywały zmęczenie, bezradność. podnosiły mnie z kolan, motywowały do działania. Wiedziałem, że muszę walczyć sam, że sam jestem z tym wszystkim, ale wiedziałem też, jak wiele osób jest ze mną. Jak wiele ciepła i siły czerpię z ich obecności. Chcę im tu SERDECZNIE PODZIEKOWĆ ZA TO ŻE MNIE WSPIERALI, ZA TO ŻE WIERZYLI, ZA TO ŻE BYLI I SĄ ZE MNĄ!!!!

Rozprawa. Stres, stres, stres... Jak to przeżyłeś?

Dzień rozprawy. Całą noc poprzedzająca nie spałem. Rano telefon od adwokata ,,PANIE ŁUKASZU MAM PRZYKRA INFORMACJĘ, ZŁAMAŁEM NOGĘ, NIE MOGĘ BYĆ NA SPRAWIE''. To co wtedy poczułem, jeszcze większy stres, strach, złość. Adwokat poprosił mnie rano do siebie. W kancelarii przez trzy godziny przygotowywał mnie na ewentualne pytania. Próbował załatwić zastępstwo, udało mu się. Miała na rozprawę zgłosić się inna pani adwokat, ale stres nie minął. Wcale jej nie znałem, ona nie znała mojej sprawy, tyle co wytłumaczył jej przez telefon wcześniej zaangażowany prawnik. Po trzech godzinach szybka podróż po synka. Musiałem zabrać go od ex partnerki do siebie. Zawiozłem go do rodziców i sam wróciłem do sądu. W ciągu tych kilku godzin, 4-5, spaliłem całą paczkę papierosów. Nie mogłem się uspokoić. Zdecydowałem, że godzinę pozostałą do sprawy spędzę już w sądzie. Czytając po raz któryś z kolei notatki sporządzone przez adwokata. Moje nerwy sięgnęły zenitu kiedy pozostało 15 minut do sprawy. Moja ex już jest, a mojego adwokata jeszcze nie ma. Wzywają nas, a jej dalej nie ma.... Wchodząc na salę rozpraw czułem się tak jakbym niósł na swoich barkach ogromny ciężar. Nogi mi drżały, brakowało powietrza... Kiedy już miałem zeznawać pojawia się adwokatka. W pewien sposób mi to pomogło, może nie dużo, ale jakoś tak mentalnie. Na początku ciężko mi było cokolwiek powiedzieć. Z biegiem czasu język się rozwiązał, mówiłem to co doradzał mi adwokat. Kończąc tym, iż moja ex wyraziła zgodę na wszystko. Sędzina zapytała jej, ona potwierdziła i zaczęło się przesłuchanie jej... Powiedziała dużo rzeczy, które według mnie ją pogrążyły. To tylko moja ocena. Po przesłuchaniach sąd wyprosił nas na chwile, po czym zostaliśmy wezwani i został ogłoszony wyrok.

Odczytanie wyroku, i można powiedzieć klamka zapadła. Co wtedy czułeś?

Co czułem? Hmmm... spokój, jakbym był w innym miejscu. Słyszałem głos sędziny i nic więcej. Kiedy opuściłem salę musiałem usiąść. Całe nerwy opuściły mnie, przez kilka minut nie mogłem uwierzyć, że już po wszystkim. Telefony do rodziców, do przyjaciół, streszczenie sprawy, gratulacje i dopiero w domu wieczorem radość. UDAŁO SIĘ! SYNEK ZOSTAJE ZE MNĄ!!! A zaraz później niepokój, jeszcze 5 tygodni do uprawomocnienia. Radość jednak szybko zagłuszyła ten niepokój i tej nocy spałem spokojnie do samego rana :)

Komentarze

Pozostało znaków 1024
Brak komentarzy
Wszelkie porady i artykuły zawarte w portalu służą wyłącznie celom informacyjnym. Konsultuj się zawsze z lekarzem! Rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną bez zgody właściela serwisu zabronione.

Prawo ojca

Kategoria: Małe dzieci, Wychowanie Dodano: 7.6.2013 (12:30)

Autor: zobacz wszystkie artykuły autora

Czy w tym czasie mogłeś liczyć na czyjeś wsparcie (rodzina, przyjaciele)? Jeśli tak, to w jaki sposób?

W tym ciężkim dla mnie czasie mogłem liczyć na wsparcie rodziców. Rozmawialiśmy niejednokrotnie, obiecali mi wsparcie kiedy sprawa zakończy się pozytywnie- pod względem pomocy przy opiece nad synem jak i wsparciem finansowym. Na poczet sprawy moi znajomi, a raczej powiedział bym, bliskie mi osoby, wspierały mnie cały czas rozmowami, radami, swoją obecnością. Najbardziej mi pomagało zdanie, które słyszałem zwłaszcza od jednej osoby -,, Łukasz będzie dobrze, DAMY RADĘ. WYGRAMY''. Te słowa dawały mi siłę, wiarę, kiedy niejednokrotnie brakowało mi sił, kiedy wszystko wydawało się beznadziejne. Właśnie słowa tej osoby i miłość mojego synka pokonywały zmęczenie, bezradność. podnosiły mnie z kolan, motywowały do działania. Wiedziałem, że muszę walczyć sam, że sam jestem z tym wszystkim, ale wiedziałem też, jak wiele osób jest ze mną. Jak wiele ciepła i siły czerpię z ich obecności. Chcę im tu SERDECZNIE PODZIEKOWĆ ZA TO ŻE MNIE WSPIERALI, ZA TO ŻE WIERZYLI, ZA TO ŻE BYLI I SĄ ZE MNĄ!!!!

Rozprawa. Stres, stres, stres... Jak to przeżyłeś?

Dzień rozprawy. Całą noc poprzedzająca nie spałem. Rano telefon od adwokata ,,PANIE ŁUKASZU MAM PRZYKRA INFORMACJĘ, ZŁAMAŁEM NOGĘ, NIE MOGĘ BYĆ NA SPRAWIE''. To co wtedy poczułem, jeszcze większy stres, strach, złość. Adwokat poprosił mnie rano do siebie. W kancelarii przez trzy godziny przygotowywał mnie na ewentualne pytania. Próbował załatwić zastępstwo, udało mu się. Miała na rozprawę zgłosić się inna pani adwokat, ale stres nie minął. Wcale jej nie znałem, ona nie znała mojej sprawy, tyle co wytłumaczył jej przez telefon wcześniej zaangażowany prawnik. Po trzech godzinach szybka podróż po synka. Musiałem zabrać go od ex partnerki do siebie. Zawiozłem go do rodziców i sam wróciłem do sądu. W ciągu tych kilku godzin, 4-5, spaliłem całą paczkę papierosów. Nie mogłem się uspokoić. Zdecydowałem, że godzinę pozostałą do sprawy spędzę już w sądzie. Czytając po raz któryś z kolei notatki sporządzone przez adwokata. Moje nerwy sięgnęły zenitu kiedy pozostało 15 minut do sprawy. Moja ex już jest, a mojego adwokata jeszcze nie ma. Wzywają nas, a jej dalej nie ma.... Wchodząc na salę rozpraw czułem się tak jakbym niósł na swoich barkach ogromny ciężar. Nogi mi drżały, brakowało powietrza... Kiedy już miałem zeznawać pojawia się adwokatka. W pewien sposób mi to pomogło, może nie dużo, ale jakoś tak mentalnie. Na początku ciężko mi było cokolwiek powiedzieć. Z biegiem czasu język się rozwiązał, mówiłem to co doradzał mi adwokat. Kończąc tym, iż moja ex wyraziła zgodę na wszystko. Sędzina zapytała jej, ona potwierdziła i zaczęło się przesłuchanie jej... Powiedziała dużo rzeczy, które według mnie ją pogrążyły. To tylko moja ocena. Po przesłuchaniach sąd wyprosił nas na chwile, po czym zostaliśmy wezwani i został ogłoszony wyrok.

Odczytanie wyroku, i można powiedzieć klamka zapadła. Co wtedy czułeś?

Co czułem? Hmmm... spokój, jakbym był w innym miejscu. Słyszałem głos sędziny i nic więcej. Kiedy opuściłem salę musiałem usiąść. Całe nerwy opuściły mnie, przez kilka minut nie mogłem uwierzyć, że już po wszystkim. Telefony do rodziców, do przyjaciół, streszczenie sprawy, gratulacje i dopiero w domu wieczorem radość. UDAŁO SIĘ! SYNEK ZOSTAJE ZE MNĄ!!! A zaraz później niepokój, jeszcze 5 tygodni do uprawomocnienia. Radość jednak szybko zagłuszyła ten niepokój i tej nocy spałem spokojnie do samego rana :)

Komentarze

Pozostało znaków 1024
Brak komentarzy
Wszelkie porady i artykuły zawarte w portalu służą wyłącznie celom informacyjnym. Konsultuj się zawsze z lekarzem! Rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną bez zgody właściela serwisu zabronione.